Najpiękniejsze lata życia to te, które są jeszcze przed nami... Oni i ja...
RSS
środa, 06 maja 2015
Maj piękny miesiąc, wiosna w pełni mogłoby się rzec, ale kiedy podnoszę głowę do okna widzę strugi deszczu, które z każda minutą coraz mocniej spadają z szarego nieba. Opuściłam się w pisaniu jedna notka na miesiąc albo i nie i ogromne zaległości w pisaniu potem, a im większe tym bardziej nie mam kiedy i jak. Są jednak dni, kiedy siadam i próbuję sobie przypomnieć jak to jest pisać bloga, obiecuję sobie, że nie dopuszczę już do takich zaległości, ale niestety…są to tylko obietnice, które z rzeczywistością nie mają nic wspólnego. Dziś jednak stwierdziłam, ze czas coś napisać…

Od urodzin Szymka wszak minęły prawie dwa miesiące a co po nich? Hmmm niech no sobie przypomnę, a tak..

Z kwestii szkolnych w tym czasie Julia miała konkurs matematyczny Kangurek, nie wiemy, co prawda jak jej poszło i czy przeszła dalej, ale to nie istotne ponieważ czy dostanie się dalej czy nie i tak jestem z niej mega dumna. Wiemy natomiast, że Julia przeszła do kolejnego etapu konkursu ortograficznego, niestety przez lekkie przeziębienie i uziemienie w domu młodej przeszedł obok nosa konkurs z języka angielskiego. Uczy się dobrze, nie mogę narzekać tylko czasem gadulstwo ją gubi no ale to chyba ma po mamie ;)

W czasie naszej nieobecności były urodziny Mai jednej z najlepszych koleżanek Ciśki ze szkoły, co prawda dziewczynki nie chodzą razem do klasy, ale bardzo się lubią. Był nasz babski wypad do kina na bajkę „Kopciuszek”. Film bardzo nam się spodobał i obie świetnie się na nim bawiłyśmy. Bajka, mimo, że znana nam bardzo dobrze nie nudzi, jest inna, choć taka sama, piękne barwy, dobrze dobrani aktorzy i obrazy, które przenoszą nas w świat baśni… Polecamy bajkę jak najbardziej. Z przyjemności była jeszcze wyprawa z Maćkiem do Eldorado, my z Agą miałyśmy czas tylko dla siebie a dzieciaki całe Eldorado. Trafiliśmy na czas, kiedy było cicho i spokojnie i bardzo nam ten spokój odpowiadał, Była wycieczka klasowa do Pałacu Kultury i Nauki na lekcję dotyczącą filmu i był cyrk Korona, który przyjechał na jeden dzień na Bemowo. Skoro cyrk to nie mogło zabraknąć w nim nas, poszliśmy rodzinnie wraz z moim bratem i jego dziewczyną. Były odwiedziny u cioci Moni i małego Aleksandra gdzie matka miała malucha tylko dla siebie, bo Julka zagarnęła ciotkę do gry planszowej, a Piter z Robertem pochłonięci byli rozmową. Był tez tradycyjny wypad majowy do Ogrodu Botanicznego w Powsinie, gdzie spędzaliśmy czas rodzinnie wraz z przyjaciółmi. Julia z Maćkiem ganiali po Ogrodzie ciesząc się z każdej chwili, a ja miałam znów przyjaciółkę tylko dla siebie…


 

Tagi: we
10:36, lila-a
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Wieczór, dość późny zaznaczmy...
Młoda pije ciepłe mleko,  matka szykuje się z psem na spacer...
- Julia ja idę z psem na spacer, a Ty w tym czasie...
- tak, tak wiem - przerywa matce młoda - mam umyć zęby i iść do łóżka. Znam ten scenariusz ...

 

Tagi: epizody
10:32, lila-a
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 marca 2015
15 marca wybraliśmy się na roczek Szymona synka mojej przyjaciółki. Julia, jako najstarsza z dzieciaków, bo w sumie z naszej całej paczki to ja najwcześniej wyszłam za mąż i miałam dziecko, opiekowała się młodszymi dziećmi. Młoda super się dogaduje z Maćkiem a i z Hanią udaje jej się szybko znaleźć wspólny język, tylko Ola stroniła od całej grupy.  Dzieciaki bawiły się, grały w gry i świetnie się bawiły na równi z rodzicami.
 



Tagi: we
08:38, lila-a
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2015
Julia siedzi z atlasem i uczy się gdzie leżą różne miasta Europejskie:
- gdzie leży Rzym?
Młoda szuka w atlasie po czym zadowolona rzuca
- we Włochach :D 

 
Tagi: epizody
06:00, lila-a
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2015
Jesteśmy z Julia na zakupach, młoda ogląda zestawy Lego Friends…
- mamo ja jeszcze cztery zestawy chcę – rzuca rozmarzonym głosem Ciśka
- to zbieraj sobie
- ale to mi sakietka pieniędzy jest potrzebna do tego…



Tagi: epizody
08:38, lila-a
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 lutego 2015
Minął grudzień, styczeń, kończy się luty a u nas na blogu długa cisza. Obiecałam sobie, że go uzupełnię, ale jakoś się nie składało ku temu bym usiadła i napisała kilka słów. Cierpię na chroniczny brak czasu, zmęczenie daje o sobie bardzo znać, czasu na wypoczynek jak na lekarstwo. Notka w pigułce, która okaże się chyba wielką pigułą, bo jak w kilku zdaniach zamknąć to, co się działo z nami w grudniu, styczniu i lutym? Nie da się zamknąć oczu wcisnąć rew i ze stoickim spokojem powoli spisać to, co się z nami działo. No dobra smęcę… powodzenia dla wytrwałych, którzy będą mieli ochotę i dobrną do końca tej notki…a ja zamykam oczy i zaczynam wędrówkę w głąb siebie odtwarzając w pamięci nasze dni…
 
Czas cofnąć się do ostatniego weekendu listopada, a dokładniej do soboty, 29 kiedy to młoda wraz ze swoimi koleżankami bawiła się na urodzinach u Agnieszki. Spotkaliśmy się jak zawsze całą paczką w Bajkolandii. Dzieciaki szalały chyba bardziej w Sali ze sobą niż w tych kulkach. Jadły, piły i piszczały z radości. To takich czas na przyjemności.
 
Grudzień minął nam pod hasłem bawimy się. Najpierw Julia z babcią wybrały się do kina na bajkę „Wielka szóstka”. Za dużo o tym filmie nie napiszę, bo osobiście go nie widziałam wiem natomiast, że dziewczyny wróciły bardzo zadowolone i rozbawione. Matka żałowała, że nie mogła dziecku towarzyszyć w związku z tym w sobotę pojechałyśmy za zacisze na koncert Magdy Wasylik, która podkłada głos do bajek i filmów dla dzieci takich jak: Świnka Peppa, Violetta czy nasze ukochane Frozen. Koncert był w dwójnasób dla nas wyjątkowy, ponieważ na gitarze akompaniował Magdzie Ciśkowy tata. Grudzień to również czas przygotowań do świąt Bożego narodzenia, ubierania choinki, pieczenia i ozdabiania pierniczków. W szkole koncert kolęd i Wigilia. Były tez i Jasełka przygotowane dla starszych osób w domu emeryta, i dzieci w szkole, nasza Julia odgrywała rolę Marii. Z radością uczyła się swojej kwestii i przygotowywała się na występ. Tuż przed samymi świętami Mateusz przywiózł do nas moich dziadków, a pradziadków Cisi. Razem świętowaliśmy 77 urodziny Julkowego pradziadka. Był tor i szampan i najbliżsi dookoła. W Wigilię pracowałam do 16, tak, tak dobrze czytacie do 16. Nie wiem, dlaczego ktoś uważa, że w taki dzień Urzędy będą oblegane, bo ja przez cały dzień nie widziałam żywego ducha, jeśli mowa o interesantach. Telefon też milczał, a ja, mimo, że w pracy to myślami byłam przy moich bliskich. Wigilię spędziliśmy u mojej mamy z dziadkami, było dużo radości przy śpiewaniu kolęd, odpakowywaniu prezentów i po prostu byciu razem. Pierwszy dzień świąt to czas u teściów. Julia spędziła go z dziadkami a popołudnie z kuzynem. W ostatni grudniowy weekend udaliśmy się rodzinnie do Cinema City w Arkadii na film „Hobbit: Bitwa Pięciu Armii”. Przyznam się, że jestem lekko zawiedziona ostatnią częścią, choć całościowo pięknie zrobiony film był on najsłabszy z wszystkich trzech części. Wielkie braw jednak dla twórców za kolory, całą oprawę i efekty specjalne, a przede wszystkim za fantastycznego smoka. Po filmie szybka przekąska i wyruszyliśmy na spacer po Starym Mieście, podziwiając choinkę, która w moich oczach mało choinkowa jest a także piękne ozdoby na Krakowskim przedmieściu. Mimo grudniowego wieczoru i zimy delikatny mróz wydał mi się miłą odmianą od pluchy i szarości, która towarzyszy nam każdego dnia. Oczywiście my kobiety nie narzekałyśmy za to męska część wyprawy owszem.
 
Noworoczny poranek przywitaliśmy na walizkach, Piter wrócił z koncertu by po krótkiej drzemce wsiąść do Polskiego Busa i podążyć trasą w nasze ukochane Tatry. Zakopane przywitało nas minimalną ilością śniegu i temperaturą na plusie. Nasza kwatera już na nas czekała, a nasz gada przygotował nam ten sam pokój. Cudownie było zasypiać z myślą, że już z rana, kiedy tylko otworzę swe oczy zobaczę Giewont i Zakopane w dole. Noc minęła szybciutko, wstałam z samego rana, zaparzyłam kawę i chłonęłam widoki, których nie znajdę w żadnym innym miejscu i ciszę, która otulała mnie niczym najcieplejszy koc, wyciszając emocje nagromadzone przez te pół roku od rozstania z Tatrami. Pierwszy dzień minął nam dość spokojnie, spacer po Krupówkach, obiad w Kolorowej, taki sentymentalny powrót do przeszłości sobie zrobiliśmy. Piotrek kupił mi rękawiczki, Julka stała się dumną właścicielką kapcio-skarpet. Tłumy niemiłosierne chyba ze względu na długi czas wypoczynkowy, korki niemiłosierne, bo wszyscy wyjeżdżali. Dopiero następnego dnia się wyludniło z lekka, a wielka plucha przerodziła się w śnieg. Cudne słonko zachęcało nas do spacerów, więc wybraliśmy się na Gubałówkę. Julia zaopatrzona z jabłuszko do zjeżdżania z radością podążała do kolejki. Prawie cały dzień zajęła nam zabawa w śniegu, małe zjazdy, bitwa na śnieżki, obiad przy stoku zjazdowym, by z Butorowego wierchu zjechać krzesełkami w dół. Pierwszy raz w zimie spacerowaliśmy lasem po szlaku i mimo, że idzie się ciężej było to niesamowite przeżycie. Wieczór ten jak i poprzedni spędziliśmy przy kominku rozgrzewając się i odstresowując. Zima zawitała do zakopanego, więc dłuższe wędrówki były bardzo utrudnione, śnieg sypał całe dnie, przeganiając nas z lodowiska i zaganiając na gorącą czekoladę.  Cieszyliśmy się sobą, wspólnym czasem i tymi chwilami. Wyjazd, mimo, że krótki, kilkudniowy ładuje akumulatory na długi czas, zwłaszcza, że styczeń niósł taki cięższy czas. Po powrocie czekał nas w szkole bal karnawałowy, Julia przebrała się za Zarinę, wróżkę z bajki o Dzwoneczku jednak tego dnia nie bardzo się cieszyła ani z zabawy, ani z czekającego ją wieczorem występu. Na próbę do Bielańskiego Ośrodka Kultury zabierał ją Adam tata Majki. Dziewczynki, mimo, że już razem nie są w jednej klasie to i tak trzymają się razem. Podczas przygotowań do występu wszystko wydawało się ok, ale im bliżej godziny 18 tym Julia bardziej pokładająca się zrobiła. Wyczuwałam, że źle się czuje, była rozpalona, ale mimo to zatańczyła dzielnie trzy tańce, tylko na ostatni już nie miał siły wyjść. Przywiozłam ją do domu przelewającą mi się przez ręce. Mój dzielny szkrab miał prawie 39 stopni. Cały weekend przeleżała w łóżku, a w poniedziałek zawitałyśmy u pediatry. Scenariusz stały od dłuższego czasu: płuca czyste, oskrzela też, wysoka gorączka nie wiadomo, od czego. Dostała leki tydzień zwolnienia i całe szczęście, że tydzień, bo w środę młoda stanęła na nogi, taki dzień przerywnika przed czekająca ją grypą żołądkową. To był ciężki tydzień nie tylko dla Julki, ale i dla mnie. Przed feriami już do szkoły nie wróciłyśmy na lekcje tylko tyle, co Julia pojechała napisać sprawdziany semestralne. Mimo choroby napisała je bezbłędnie i jestem z niej bardzo dumna. Ferie na Mazowszu to czas bez śniegu, z reguły zimny i nieprzyjemny. Pierwszy tydzień Julia spędzała z babcią zwłaszcza, że Piter wyleciał nam do Los Angeles zostawiając nas same na dwa tygodnie a ja pracowałam, dopiero drugi tydzień spędzałyśmy razem. Pierwsza środa ferii to również wypad do kina na film rodzinny „Paddington”. Rewelacyjna bajka nie tylko dla młodej widowni, ale tez i dla rodziców. Trzeba przyznać, że obie świetnie się bawiłyśmy i już dawno na się tak nie uśmiałam na dziecięcej animacji. Pierwszy tydzień ferii minął nam ekspresowo i Julka bardzo się ucieszyła, kiedy rozpoczęłam urlop i już razem mogłyśmy spędzić resztę zimowych wakacji. Pojechałyśmy w odwiedziny do cioci Moni i Suwika. Julia ma ogromną słabość do węża hodowanego przez ciocię i z nosem przyklejonym do terrarium obserwowała ulubionego gada. Była też u nas w odwiedzinach ciocia Gosia i razem z Ciśką zniknęły w klockach Lego. Julia powróciła do pasji budowania, składając pod nieobecność taty prawie wszystkie zestawy. Miała zadanie utrudnione, bo wszystkie się jej wymieszały, ale dzielnie sobie poradziła. Kolejna środa i ponownie zawitałyśmy w kinie tym razem na filmie „Dzwoneczek i bestia z Nibylandii”. Odkąd tylko pamiętam bardzo lubimy te animacje i zastanawiałam się, co też twórcy nam zaoferują i tu radość, kolejna piękna animacja, chyba jedna z moich ulubionych. Dostarczyła nam wzruszeń, tak że w oczach zaszkliły się łzy. Ostatni weekend ferii był dla nas wyjątkowy, w sobotę razem z moim bratem i jego dziewczyną pojechaliśmy do Wilanowa na pokaz „Labirynt światła”. Pięknie zrobione dekoracje niestety traciły na atrakcyjności w tłumie ludzi chodzących bez celu. Brak było możliwości zrobienia zdjęć czy spokojnego pooglądania przygotowanego pokazu. Mimo tych niedogodności całościowo pokaz mi się podobał.
 
Luty przyszedł nie wiadomo, kiedy a wraz z nim zawitał koniec ferii i stęskniony Ciśkowy tata, który powrócił na łono rodziny ku wielkiej radości i mojej i córy. Zmęczony po wielogodzinnym locie, ale szczęśliwy, ze już jest w domu. Postanowiliśmy, że już tego dnia zaczniemy świętować dziewiąte urodziny coraz starszej naszej panny. Wybraliśmy się, więc na lody i gorącą szarlotkę, a małż opowiadał, co widział i jak mijały mu dni na dalekim kontynencie.
 
Poniedziałek 2 lutego rozpoczęliśmy uroczystym sto lat dla naszej panny. Zaopatrzona w torbę lizaków i cukierków, z wielkim uśmiechem na buzi pomaszerowała do szkoły. Córeczko nasza kochana jeszcze raz sto lat, a radość z dziecięcych chwil niech trwa jak najdłużej.
 
W ramach tygodniowego świętowania, w tym roku zaszaleliśmy wylądowaliśmy w kinie na filmie „Pingwiny z Madagaskaru”. Bajka z lekka głupawa i jak zawsze lubię Pingwiny tak tym, co zobaczyłam w kinie byłam rozczarowana. W sumie mało motywów do śmiechu i chyba bardziej ten film jest oparty na wyrobionej opinii niż na przekazie, który ma sobą nieść. Gdyby nie fakt, że byliśmy tam rodzinnie nazwałabym ten czas czasem straconym, a tak przynajmniej mogłam poprzytulać się do ramienia męża.
 
Świętowanie urodzin zakończyło się w sobotę 7 lutego tortem i spotkaniem rodzinnym. Byli dziadkowie i wujkowie. Były prezenty i czas tylko dla młodej damy. Kolejne weekendy to czas w rozjazdach i spotkaniach. Było świętowanie Walentynek w nie Walentynki, lizakowe serce dla dziecka i spotkanie z chrzestną. Była wizyta kontrolna u okulisty, pierwsza w życiu Julki i młoda spisała się na medal. Było sporo, pewnie nie wszystko opisałam, ale z pamięcią ludzką różnie to bywa, mam nadzieję, że nie zniknę na kolejne trzy miesiące, ale coraz ciężej mi się zmobilizować do pisania czy to starość już?
Tagi: we
19:28, lila-a
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 grudnia 2014
Samochód nie zapalił w pewne piękne niedzielne popołudnie uniemożliwiając młodej wizytę u babci. Brak wizyty spowodował atak rozpaczy, małż od razu zdiagnozował jakoby problemem okazał się akumulator. Dziecko od razu zareagowało:
- to kiedy kupisz ten akumulutator?


Tagi: epizody
12:01, lila-a
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014
Lubimy z Julią kinowe środy, nie tylko dlatego, że bilety są w atrakcyjnych cenach ale też jest w kinie spokojnie i luźno zwłaszcza na filmach animowanych. Pewnej środy ostatnimi czasy wybrałyśmy się z Julką na bajkę „Siedmiu krasnoludków ratuje Śpiącą Królewnę”. Początkowo bajka nic specjalnego, przynajmniej dla starszej widowni, a biorąc pod uwagę, że matce oczy się strasznie zamykały, a niej nie wróżyło to nic dobrego. W połowie się nawet rozkręciła. Momentami zabawne teksty, jednak całościowo bajka bardzo przeciętna. Julia obejrzała ale komentarzy typu „jaka super bajka” się nie doczekacie. Taka bajka na raz...

 
Tagi: we
23:03, lila-a
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 listopada 2014
Julia brała udział w konkursie związanym z piciem wody nie wygrała go, ale jako wyróżnienie otrzymała filcową torebkę do samodzielnego uszycia. Szyłyśmy ją przez dwa popołudnia. Ja dawałam młodej instrukcje jak szyć, nadzorowałam ją, a ona szyła i im bardziej torebka przypominała torebkę tym bardziej jej oczy lśniły. Efekt końcowy jest przepiękny :)

 


 
 
Tagi: Ciśka we
22:04, lila-a
Link Komentarze (1) »
środa, 26 listopada 2014
18 listopada w jednej z bielańskich bibliotek odbywały się warsztaty z filmu animowanego organizowane przez Fundację Przystanek Twórczość w ramach projektu „Twórcze dzieciaki”. Na warsztatach dowiedziały się, jak to się dzieje, że nałożenie na siebie kilku obrazów daje efekt ruchu. Poznały podstawowe zasady powstawania filmów animowanych i stworzyły własny filmy na temat praw dziecka. Ciśka była pierwszy raz na warsztatach i już nie może się doczekać kolejnych, a film wyszedł im całkiem fajny i można go obejrzeć tu:
 

Tagi: Ciśka
00:10, lila-a
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
View My Stats

zBLOGowani.pl