Najpiękniejsze lata życia to te, które są jeszcze przed nami... Oni i ja...
Blog > Komentarze do wpisu

Wielomięsięcznik…

Jak widać po częstotliwości moich wpisów wpadam tu z doskoku, a o jakiejkolwiek systematyczności też nie może być mowy. Początkowo zwalałam to na brak czasu, ale z każdym dniem to się chyba nazywa rozleniwienie. Jak nie pisze od razu tego co formułuje mi się w jakąś całość w mojej i tak pełnej bałaganu głowie, dzieje się później to co się dzieje. Czekam na urlop odliczając godziny i minuty, ale to jeszcze 5 tygodni intensywnej pracy. Dziś dzień spokojniejszy więc usiadłam by napisać, krótkie streszczenie minionych dwóch miesięcy. Jak to się stało, że czas pędzi w takim tempie?  Gdy byłam dzieckiem miałam wrażenie, że dni ciągną się w nieskończoność a teraz chętnie bym wróciła do tego czasu bo teraz nie odczuwam już tego w taki sposób.  
 

Maj…
Maj oprócz Komunii i białego tygodnia przyniósł nam jeszcze kilka bardzo miłych chwil. W czasie białego tygodni§a oprócz uroczystości w Kościele byłyśmy z Julią na badaniach w Szpitalu Dziecięcym im. prof. dr. J. Bogdanowicza przy ulicy Niekłańskiej. Tam Julia miała sprawdzony dokładnie wzrok i zapisane okulary, które pojawiły się na malutkim nosku mojej dziewczynki dwa dni później. Trzeba przyznać, że Julia wygląda doroślej w nich i z małej dziewczynki przeobraziła się w młodą kobietę.

    

„Słońce, czy deszcz? Upał, czy mróz? Nieważne! Calineczce nic nie przeszkodzi, by tańczyć przez cały rok!” Spektakl według scenariusza i reżyserii Hanny Kochańskiej i Jacka Zawady obejrzały dzieciaki w teatrze Kamienica. To również oni są głównymi bohaterami bajki, która wciąga widza w swój świat i zachęca nie tylko do oglądania ale i czynnego uczestnictwa w spektaklu. Było to ostatnie wyjście do teatru w klasie trzeciej i chyba najbardziej zapadnie nam w pamięci.

 


Maj to Warszawskie Targi Ksiązki i spotkanie z naszymi pisarzami. W tym roku zaplanowałyśmy z Julią dwudniowe targi książki. W sobotę były one bardziej skondensowane, więcej miejsc do odwiedzenia przy mniejszym zasobie czasowym. Nie mówiąc już o tłumach, które nawiedziły stoiska wydawnictw. W niedzielę było już spokojniej. Julia dostała imienny autograf na książkach Andrzeja Maleszki co wywołało u niej nie małe pokłady radości. Zakupiła oczywiście jeszcze inne ksiązki do swojej biblioteczki.









Dzień mamy świętowaliśmy podwójnie. Najpierw 24 maja w szkole odbył się koncert naszych dzieci w szkole. Były laurki i uściski. Pomimo, że to nie był pierwszy dzień mamy, ale chyba był wyjątkowy ponieważ w czasie występu popłynęły mi łzy. 26 maja zrobiliśmy sobie nasz rodzinny dzień mamy. Pojechaliśmy na działkę z moją mamą i przyjaciółką. Dzieciaki miały całodniowy raj, gry i zabawy na świeżym powietrzu a my dorośli mieliśmy czas na wspólne biesiadowanie J Sezon grillowy otworzyliśmy oficjalnie…




Czerwiec…
Minął czerwiec z a nim czas intensywnych przygotowań by podsumować kończący się rok szkolny, to czas kiedy w naszym domu zagościł kolejny Ferbie, wszak zabawek zbierających kurz nigdy dość, młoda spędziła dzień w Urzędzie zasiadając w fotelu Wojewody Mazowieckiego, zwiedzając MUW, który i tak zna od podszewki czy biorąc udział w szkoleniu z ratownictwa medycznego.
 
 
To czas rozwijania swoich sportowych umiejętności. W domu zagościła fiszka, a Julia ćwiczy by nie rozbić sobie głowy. Czerwiec przyniósł nam babski wypad do TM ROMA by po raz kolejny bawić się przy spektaklu Mamma Mia. Mamy całą naszą babską częścią mega słabość do tego spektaklu, rozkochane w rytmach i emocjach jakie daje nam spektakl. Tak rozśpiewane zawitałyśmy do Banjaluki na późną kolację i zabawę przy muzyce na żywo do późny godzin nocnych. Intensywne weekendy to nie tylko czas nasz rodzinny pod Warszawą na działce, to czas kiedy Julia świętuje urodziny swoich koleżanek czy też występuje na deskach teatru Palladium.
 
 
Czerwiec to również czas pożegnania, z okresem kiedy nauka to jeszcze zabawa, pożegnanie z ukochaną wychowawczynią i powolne zmierzanie ku okresowi nastoletniemu.


Lipiec…
Lipiec okres kiedy matka pracowała, ponieważ urlop w pracy miała zaplanowany dopiero na sierpień, więc Julia część tego czasu spędza z babcią. W tym roku nie zdecydowaliśmy się na kolonie, więc staraliśmy się by ten czas wakacyjny był wypełniony miłymi chwilami. Urządzałyśmy sobie wypady rowerowe, młoda zaliczyła wypad do kina, spotkała się z przyjaciółką, a w II połowie miesiąca wyjechała na Kujawy do pradziadków. Tam wylegiwała się do granic możliwości lub jak chrzestny wygospodarował chwilkę czasu zabierał ją na wspólne szaleństwa basenowe czy rolkowe.



Sierpień…
Sierpień to nasz czas, choć tegoroczny urlop nie był za bardzo przyjemny dla nas. Przed urlopem ja zaliczyłam anginę, przechodziłam ją tym ciężej, że w tym czasie remontowaliśmy pokój Julii starając się by był on przygotowany na jej powrót. Wyjazd w góry, który miał mnie zregenerować i pozwolić odpocząć też nie do końca był taki jak sobie wymarzyliśmy. Co prawda spędzaliśmy ten czas z przyjaciółmi, moja Truskawka jest bardzo dobrym kompanem w wyjazdach, nasi panowie też dobrze się dogadują a dzieciaki bawią się zgodnie. Niedane mam było jednak za długo spacerować po naszych pięknych górach po spacerze na Rusinową Polanę, przejściu po Dolinie Kościeliskiej i wspinaczce na Kopieniec okazało się, że Aga wylądowała z Olkiem w szpitalu i poszło lawinowo. Nad Czarny Staw pod Rysami nie doszliśmy zawróciliśmy spędziwszy chwilę nad Morskim Okiem. Rota zaatakowało wszystkich. Wróciliśmy wcześniej do domu ku mojej wielkiej rozpaczy, ponieważ me serce z górach zakorzenione.

Sierpień to czas kinowy… Obejrzeliśmy bajkę: „Mój przyjaciel smok”, na której ja płakałam razem z Ciśką wzruszone bardzo historią, „Jak zostać kotem” gdzie śmiałyśmy się tak, że aż łzy płynęły nam po twarzy i „Nowe przygody Alladyna” to jednak pozostawię bez komentarza, bo większej bzdury nie oglądałam.

Wrzesień…
 
Pierwszy września, rozpoczęcie roku szkolnego, rozpoczęcie czwartej klasy to kolejny ważny element w życiu naszej córki. Wkracza w nowy etap, gdzie lekcje są każde z innym nauczycielem, dochodzą nowe przedmioty i zmienia się wychowawczyni. Tej ostatniej zmiany bałam się najbardziej, bo Julia była bardzo zżyta z panią Małgosią. Zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego zabrałam do nas Patrycję i Agnieszkę, aby dziewczynki stęsknione za sobą mogły wykorzystać ostatnie chwile laby i beztroski przed czasem intensywnej nauki.


 
Wrzesień to czas, kiedy w Parafii Matki Bożej Królowej Aniołów organizowany jest piknik rodzinny „Piknik z Aniołami”. Jeździmy co roku, bo Julia spędza czas na świeżym powietrzu bawiąc się z Maćkiem, a trzeba przyznać, że co roku są inne atrakcje przygotowane przez księży Michalitów. W tym roku największą atrakcją okazała się ścianka wspinaczkowa.


 
Koniec miesiąca był równie atrakcyjny, ponieważ przed dzieciakami pierwsza klasowa wycieczka do Nieborowa „z Babą Jagą w Zawody”. Julia wróciła zachwycona zwłaszcza, że klasą towarzysząca była 4f.

 
Październik
Październik rozpoczęliśmy standardowo imprezowo. 2 października rodzice świętują rocznicę ślubu, w tym roku była to okrągła 12 nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Następnie 9 października świętowaliśmy roczek Aleksandra syna mojej ukochanej Truskawki, który jest jak to ja mówię moim prezentem urodzinowym, ponieważ urodził się pięć godzin przed moimi urodzinami :). 12 października spędzaliśmy popołudnie w szkole były otrzęsiny klas czwartych i impreza powitalna. Matka, jako nadworny klasowy fotograf tym razem przekazała pałeczkę Piterowi a sama wraz z ciotką Truskawką oglądała w kinie „Bridget Jones's Baby”. Koniec października spędziłyśmy w Arkadii na wieczorze z Liliana Fabisińską. Nie od dziś wszakże wiadomo, że to jedna z ulubionych autorek mojej Julii.

 

Listopad
Listopad przyszedł nie wiadomo kiedy niosąc ze sobą szarość dnia i deszcze, Liliana Fabisińska postanowiła pewnego dnia poprawić Julce nastrój i przysłała jej pewien prezent dwie swoje najnowsze ksiązki, nie musze chyba pisać jaka była reakcja młodej. Seria niezwykle przypadła młodej do gustu i czeka z niecierpliwością na kolejne tomy.


Zabrałam tez młoda na wieczór autorski Magdy Kordel tu zaliczyłyśmy wpadkę bo Magda opowiadała o tym, że Mikołaja nie ma a młoda moja, która nadal w niego wierzy zaczęła bardzo płakać, na szczęście po cichej konsultacji Magda powiedziała Ciśce, że omawiała swoją najnowszą książkę i to tylko fikcja literacka.




poniedziałek, 11 lipca 2016, lila-a
Tagi: we

Polecane wpisy

  • Kwiecień plecień bo przeplata trochę kwietnia trochę maja…

    Dni mijają, wiosna wreszcie przypomina wiosnę, jest ciepło i słonecznie a zapach bzu roznosi się po okolicy. Im cieplej tym trudniej zmobilizować się do pisania

  • Marcowe bukiety…

    Marzec przemknął nam nie wiedzieć, kiedy, dzień stał się dłuższy a promienie słonka coraz cieplejsze dające energię i radość z poranka. Ułożyłam dziś trzy bukie

  • 11 lat...

    Choć z wygłupów wciąż się śmiejesz, Z roku na rok doroślejesz. Nadążyć za Tobą już nie potrafię, Wspominam patrząc na fotografie. Proszę, nigdy się nie zmieniaj

  • Śniadaniowy omlet z warzywami

    Z omletem bywa tak, że można dodać jakiekolwiek dodatki jakie mamy w lodówce. Często jest on alternatywą na pyszne śniadanie, kiedy mamy kilka warzyw z których

Komentarze
2016/12/08 15:09:01
Ależ ona cudna :) Dawno Was nie widziałam, ja też o systematyczności mogę pomarzyć ;)
Pozdrawiam cieplutko :)
View My Stats

zBLOGowani.pl